piątek, 27 marca 2009

Sakura 2009

Idzie zensen, idzie i... jakoś nie może dojść. W tym roku wisienki nie usłuchały odgórnych zaleceń Japońskiej Agencji Meteorologicznej, tak jak to miało miejsce w zeszłym roku. Front wisienkowy, czyli sakura zensen (桜前線), miał dotrzeć do Tokio 25 marca. Miał, ale nie dotarł. Przez ostatnich parę dni (dokładnie do wczoraj) mieliśmy powrót zimy — oczywiście w wydaniu tokijskim — z temperaturami około 5-8 stopni, silnym wiatrem i deszczem.

Tak więc czekamy... a może... to Matka Natura dowiedziała się o przyjeździe niejakich Graczyków do Tokio i nakazała czekać wiśniom... na to wychodzi, bo od wczoraj jest co raz cieplej i pewnie jutro sakura zawita w nasze progi, tak jak i rodzice :)


(29 marzec) Ech... wciąż czekamy... a wisienki jakby z pewną nieśmiałością brały się do kwitnienia. Póki co to wygląda to tak:



a powinno mniej więcej tak (zdjęcie zeszłorocznej sakury w tym samym parku):

piątek, 30 stycznia 2009

Ciężkie powroty...

Mea culpa, mea maxima culpa...

Reaktywację planuję już od... nie pamiętam kiedy ;) Ale teraz już na pewno się wezmę, zaprę i rozpiszę porządnie. Koniec. Kropka. Postanowione.



Poniżej foto-skrót najważniejszych wydarzeń zeszłego roku:


sobota, 22 marca 2008

Sakura 2008

Zostały już tylko 3 dni do jednego z największych wydarzeń w Tokio, a właściwie w całej Japonii. \(^o^)/

Już 25 marca do Tokio dotrze sakura zensen (桜前線), czyli front kwitnienia wiśni. Wydarzenia tego oczekują z utęsknieniem wszyscy i muszę przyznać, że nam się również udzielił ten nastrój. O tym jak ważnym wydarzeniem jest sakura może świadczyć fakt, iż istnieje dział Japońskiej Agencji Metereologicznej zajmujący się prognozowaniem położenia wspomnianego frontu dla całej Japonii, niemal każde wiadomości od mniej więcej lutego kończą się taką prognozą, a już w trakcie samej sakury reportaże i zdjęcia kwitnących drzew są stałym punktem wszystkich programów informacyjnych.

Sakura jest właściwie określeniem używanym na ponad 200 odmian trzech gatunków wiśni, głównie wiśni piłkowanej (Prunus cerulata), bardziej znanej jako wiśnia japońska. Cechą charakterystyczną tych roślin jest, iż drzewa zwykle nie owocują, a gęstym kwieciem pokrywają się jeszcze przed rozwinięciem się liści. Fakt, że wiele odmian kwitnie zaledwie przez kilka dni, przyczynił się do dużego znaczenia sakury w kulturze i historii Japonii. Jest ona uznawana za symbol przemijającego życia i jego ulotnej natury, do dziś chętnie wykorzystywanym w literaturze i sztuce. Lecz nie tylko. Został on do tego stopnia spopularyzowany, że dziś można spotkać wiele firm i instytucji, których nazwa, bądź logo jednoznacznie kojarzy się z kwiatami wiśni, niekoniecznie niosąc ze sobą głębsze ich znaczenie.

P.S. Aktualne zdjęcia pojawią się po 25 marca :)



A oto i obiecane zdjęcia:





Więcej zdjęć można znaleźć w poniższym albumie:
Sakura 2008

poniedziałek, 17 marca 2008

Park Ueno

Centrum Tokio... a raczej jedno z wielu centrów tej ogromnej metropolii. Jedna z największych stacji tranzytowych koleji. Jedne z największych i najbardziej ruchliwych ulic. Betonowa dżungla mniejszych i większych biurowców. Remonty dróg, budowy nowych domów... ogólny huk i hałas. A jednak przez cały rok ciągną tu masy turystów. W tym całym rozgardiaszu znajduje się mała oaza (względnego) spokoju, która jest jednym z obowiązkowych punktów wszystkich wycieczek do Tokio — Park Ueno (上野公園; Ueno kōen).

Uznawany za pierwszy park publiczny w Tokio, Park Ueno został oficjalnie utworzony w roku 1924 za rządów cesarza Taishō, który podarował swojemu ludowi te tereny (już i tak otwarte dla zwiedzających od ponad 50 lat). Jednakże historia tego miejsca sięga XVII wieku, a dokładnie roku 1625, kiedy to ufundowano tutaj buddyjską świątynię Kan'ei-ji (東叡山寛永寺; Tōeizan Kan'ei-ji). Wielki pożar Meireiki w roku 1657 pochłonął wiele budynków świątynnych, a bitwa o Ueno podczas wojny Boshin w 1868 dokończyła dzieła zniszczenia.
Kompleksu świątynnego nie odbudowano, a na jego terenie utworzono park. Z tamtych czasów możemy podziwiać jedynie dwa ocalałe i odrestaurowane budynkipięciopiętrową pagodę Kan'ei-ji oraz sintoistyczną świątynię Tōshōgu, ufundowaną na cześć założyciela szogunatu TokugawaIeyasu Tokugawa.

Na terenie parku (który na pierwszy rzut nie wydaje się zbyt duży), bądź w jego najbliższej okolicy, znaleźć można niemalże wszystko co turyście jest potrzebne do szczęściaod wspomnianych miejsc kultu, poprzez muzea, malutkie wesołe miasteczko i dość sporych rozmiarów zoo, aż do szeregu restauracji i ulicznych budek z jedzeniem.

Szczególne miejsce znajduje się na terenie wspomnianej już świątynii Tōshōgu
jest to Płomień Pokoju, który upamiętnia ofiary bomb atomowych zrzuconych na Hiroshimę i Nagasaki w 1945 roku. Historia mówi o chłopcu z Nagasaki, który po nalocie przyszedł szukać swojego wujka w zniszczonej Hiroshimie, a nie znalazłszy niczego prócz zgliszczy i ognia, postanowił zabrać choć wspomnienie po tych co zginęli w postaci płomyka, który obiecał sobie podtrzymywać jako znak pokoju. Gdy trzy dni później bomba spadła na Nagasaki, płomień Hiroshimy połączył się z ogniem trawiącym miasto rodzinne chłopca, lecz jego idea wiecznego płomienia nie zginęła. I tak w roku 1968 Płomień Pokoju (podtrzymymwany dotychczas jedynie w Parku Pokoju w Hiroshimie) został sprowadzony do świątyni Tōshōgu w Tokio, gdzie ówczesny kannushi (神主; główny mnich odpowiedzialny za świątynię) zobowiązał siebie i świątynię do podtrzymywania ognia do dnia, gdy nie będzie już ani jednej bomby atomowej na świecie. Jest to miejsce, które zmusza każdego kto tu trafi do zatrzymania się choćby na krótką chwilę, zmusza do refleksji. A widok łańcuchów uplecionych z malutkich papierowych żurawii (będących symbolem dzieci, które ucierpiały w czasie nalotów), zmiękcza nawet najtwardsze serca.

Tuż obok świątynii Tōshōgu (praktycznie również na jej terenie), znajduje się przepiękny ogród piwonii*, kwitnących w pierwszych miesiącach roku (!!). Natomiast na południe od niej, niedaleko wschodniego wyjścia ze stacji kolejowej, znajduje się pomnik Saigō Takamori przywódcy Powstania Satsuma w 1877 roku. Osoby zainteresowane historią Japonii, szczególnie Tokio, znajdą tutaj również takie miejsca jak grobowiec poświęcony ofiarom Bitwy o Ueno, pomnik pół-legendarnego uczonego Wani Kishi (
和邇吉師) jak również Tokijskie Muzeum Narodowe**, Muzeum Shitamachi*** (poświęcone historii przedmieść Tokio) i wiele innych posągów upamiętniających ważne wydarzenia i postaci z historii Kraju Kwitnącej Wiśnii rozsianych na całym terenie parku. Dla spragnionych artystycznych wrażeń, oprócz wizyty w Muzeum Narodowym, proponuję również odwiedzić dwa inne muzea, znajdujące się tuż obokNarodowe Muzeum Sztuki Zachodniej**** z dziełami takich mistrzów, jak Renoir, Monet, Rubens i wielu innych, oraz Tokijskie Metropolitalne Muzeum Sztuki z okresowymi wystawami zmienianymi co parę miesięcy.

Dla podróżujących z dziećmi lub dla tych, co wciąż sami mają dziecko w sobie dodatkową atrakcją może być malutkie wesołe miasteczko umiejscowione na pagórku niedaleko wejścia do zoo. Jednakże miejsce to prędzej zadowoli tych, co gustują w przejażdżkach na plastikowym koniku czy bajkowym słoniku, niż szukających "mocnych" wrażeń w postaci kolejki górskiej, czy tzw. wahadła. Tych drugich odsyłam do Tokyo Dome, o którym niebawem również postaram się co nie co napisać.

Wspomniane wyżej zoo zajmuje północno-zachodnią część parku i jest najstarszym ogrodem zoologicznym w Japonii (założonym w roku 1882). Ueno Zoo jest domem dla ponad 460 gatunków zwierząt. Główną atrakcję stanowią przedstawiciele trzech z nichpanda wielka, tygrys sumatrzański i goryl nizinny. Szczególną popularnością (zwłaszcza wśród Japończyków) cieszą się oczywiście pandyprzed bramą zoo pośród całej masy gadżetów z logo zoo i wizerunkami zwierząt, niepodzielnie królują właśnie te zwierzaki: czapeczki z uszami pandy, maski-pandy, przytulanki wszelkich rozmiarów, oczywiście też pandy, długopisy, mazaki, lizaki, cukierki, nawet lody-pandy. A każdy gadżet mniej więcej w tej samej cenie co sam bilet, czyli ok. ¥600.



Tym co nie odczuwają potrzeby kontaktu z dziką (a raczej dzikawą) naturą i wolą tę bardziej udomowioną wersję, tudzież nie mają specjalnie czasu na, co by nie było parogodzinną wycieczkę do zoo, pozostaje spacer alejkami parku, odpoczynek na ławeczce przy fontannie lub, co mi osobiście odpowiada najbardziej, na jednej z dwóch grobli stawu Shinobazu znajdującego się w południowo-zachodniej części parku.
Staw składa się z trzech części, z czego jedna, zwana Stawem Kormoranów (鵜の池 ; U no Ike) jest częścią zoo, drugaStaw Łódek (ボートの池; Bōto no Ike) przeznaczona jest do rekreacji, a trzeciaStaw Lotosu (蓮の池; Hasu no Ike)do podziwiania ;) Przy brzegu Stawu Łódek jest malutka przystań, gdzie za ok. ¥200/30 minut można wynająć łódkę wiosłową lub łabędzia (kaczkę?), czyli rower wodny. Jest to również doskonałe miejsce do obserwowania ptactwa wodnego wszelkiej maściod kaczek, poprzez perkozy, mewy, łyski, aż do czapli i gołębi (wiem, że te ostatnie nie są wodnymi ptakami, ale tutaj niekiedy mam ku temu pewne wątpliwości;), jak również ryb i żółwi. Staw Lotosu, bierze swą nazwę od tejże rośliny przepięknie kwitnącej we wczesnych miesiącach letnich, która w tym czasie niemal całkowicie zakrywa powierzchnię wody swymi ogromnymi liśćmi. Staw Shinobazu jest uznawany za jeden z najładniejszych stawów Japonii i, choć początkowo ciężko było mi się z tym zgodzić, i choć w dalszym ciągu nie mam specjalnie porównania, to muszę przyznać, iż jest coś urzekającego w tym miejscu, w jego spokoju i zapewne w tej bliskości natury do nowoczesności, techonologii, życia codziennego miasta. Na środku stawu znajduje się sztuczna wyspa Bentenjima (弁天島), na której stoi świątynia Bentendō (弁天堂) poświęcona bogini Benzaiten (弁財天) ufundowana w XVII wieku przez mnicha o imieniu Tenkai (天海), który był również fundatorem wspomnianej wcześniej świątyni Kan'ei-ji. Bogini Benzaiten, której imię w sanskrycie brzmi "Sarasvatî Devî", co znaczy "płynąca woda", jest boginią wszystkiego co płynne, czyli wody, słów, mowy, elokwencji i muzyki, a również i wiedzy. Jednakże większość odwiedzających to miejsce stanowią turyści, zaliczający w biegu kolejny punkt wycieczki.

***

Z całego parku mi osobiście szczególnie przypadło do gustu miejsce niejako na tyłach świątyni
Bentendō, w które zapuszczają się głównie "tubylcy", po to by chwilę odetchnąć w cieniu ażurowego zadaszenia gęsto pokrytego soczyście zieloną roślinnością, zjeść lunch zdala od zgiełku ulic i tłocznych restauracji, lub dać upust wenie twórczej malując, pisząc, czy fotografując okoliczną przyrodę.


* Wstęp do ogrodu jest za opłatą (ok. ¥400), ale rzeczywiście warto. Nie często można podziwiać piwonie (w Polsce uznawane za znak nadchodzącego lata) poosłaniane słomkowymi kapeluszami i papierowymi parasolami, zwłaszcza takie kwitnące w styczniowych ziąbie przy temperaturze zaledwie kilku stopni.

** Wstęp do Tokijskiego Muzeum Narodowegodorośli ¥600, studenci szkół wyższych ¥400, młodzież szkolna, osoby niepełnosprawne z osobą towarzyszącą i osoby powyżej 70 lat, po okazaniu odpowiedniego dowodu (legitymacji szkolnej lub paszportu/praw jazdy) wchodzą za darmo. Oczywiście musimy dodatkowo zapłacić, jeśli chcemy wejść na tzw. specjalne wystawy, zwykle jest to drugie tyle, choć są i takie w cenie ¥1500 od osoby.

*** Wstęp do Muzeum Shitamachi wynosi ¥300 dla dorosłych i ¥100 dla pozostałych.

**** Wstęp do Narodowego Muzeum Sztuki Zachodniej —
dorośli ¥420, studenci szkół wyższych ¥130, pozostali wchodzą na podobnych warunkach co do Tokijskiego Muzeum Narodowego.

P.S. Niebawem postaram się dorzucić trochę więcej zdjęć :)


czwartek, 28 lutego 2008

Początek...

Początki są zawsze trudne. Ten niczym się nie różni od pozostałych.

"Biały Królik nałożył okulary.
Od czego mam zacząć, Wasza Królewska Mość? zapytał
Zacznij od początku odpowiedział z powagą Król i czytaj dalej,
aż dojdziesz do końca: a potem przestań."

/Lewis Caroll Alicja w krainie czarów/

No to zacznijmy. Opiszę tu miejsca, które warto zobaczyć i rzeczy, które warto przeżyć będąc w Japonii, a których sama miałam okazję doświadczyć. Chciałabym żeby było mądrze, ale nie pompatycznie, ciekawie, ale nie dziwnie, pożytecznie, ale bez przesytu informacji. A czy mi się to udaje pozostawiam ocenie innych.